Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzienniczek postępów. Pokaż wszystkie posty

DZIENNICZEK POSTĘPÓW - o tym jak jesień przyszła za wcześnie



Jeśli śledzicie blogowego facebooka, to prawdopodobnie wiecie, że po urlopie bardzo sumiennie zabrałam się za kolejny patchworkowy quilt i testowanie modeli do jesiennej garderoby. To było miesiąc temu... I wtedy nagle przyszedł deszcz. Dużo deszczu. Ja chyba jestem meteopatą, bo jak jest ciemno i ciśnienie niskie, to nawet kofeina podawana dożylnie nie jest w stanie mnie obudzić. Jak pada, to zazwyczaj jest ciemno, a jak jest ciemno, to ja zapadam na lekką formę narkolepsji. Człowiek się naogląda Midnight Quilt Show i chciałby szyć całą noc, a tu natura susła bierze górę i się oczy kleją na samą myśl o łóżku z ciepłym, futerkowym piesełem. 
Swoją drogą pieseł już przejął na własność Brzydala, który został czołową, łóżkową narzutą. Pieseł jest ciemny, w sypialni jest ciemno, Brzydal jest ciemny - na razie nie udało mi się wyprodukować wiarygodnej dokumentacji fotograficznej, dlatego musicie mi uwierzyć na słowo.

QUILT

Kolejny quilt jest w drodze. Ma się całkiem dobrze, top jest prawie skończony, ale na razie nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo oczywiście planuję go wkrótce skończyć i zaprezentować... Na razie będzie tylko taka drobna zapowiedź.

GARDEROBA

O jakże ambitne plany jeszcze do niedawna miałam... Przyszły deszcze, katar, przeziębienie, ciemność, minął miesiąc, a ja zostałam z dwoma skopiowanymi wykrojami, dwoma zdekatyzowanymi kuponami wełny i dużym opóźnieniem. 
Po przejrzeniu wszystkich zgromadzonych wykrojów kopertowych plan minimum prezentuje się następująco: komplet Advance 9555 bluzka zapinana na plecach + ołówkowa spódnica, oraz sukienka Advance 9621, którą dostałam w prezencie od niezastąpionej Rvdzik :)


Poniżej znajdziecie próbkę modelu 9555 wykonaną ze starej zasłony z SH. Trochę szkoda, bo ten bukiet ułożył się wokół dekoltu w dosyć spektakularny sposób. 

A oto moje jesienne wełenki kostiumowe. Jasnokremowa jodełka i drobniutka kratka w jasno zielono-różowym kolorze.

VOGUE 6548

Na koniec chciałabym pochwalić się jedna z ostatnich zdobyczy, wspaniałym wykrojem Vogue na elegancką suknię z lat 50tych. Wykrój nie był tani, przesyłka była równie droga, pergamin jest lekko naderwany w paru miejscach, ale wszystkie elementy są do uratowania. Marzy mi się taka suknia z pewnego kuponu jedwabiu na specjalną okazję. Zrobiłam kilka kursów na craftsy, które troszkę rozwinęły moje pojęcie i zbudowały pewność siebie przy obcowaniu z jedwabiem, dlatego może kiedyś się odważę. To na pewno będzie bardzo wyjątkowy projekt!


Do zobaczenia wkrótce!

DZIENNICZEK POSTĘPÓW - dziewczyna lotnika i plany na lato


DUŻE RADOŚCI

Spieszę donieść co następuje: prace nad sukienką w stylu lat 40stych nadal trwają i dobrze rokują na najbliższą przyszłość. Lejąca wiskoza została ujarzmiona za pomocą krochmalu w spray'u (do kupienia np. w większych sieciówkach). Popryskałam nim niektóre bardziej nieposłuszne elementy przed rozpoczęciem szycia, co znacznie poprawiło komfort pracy. 
Po raz kolejny zmierzyłam się też z takimi fajnymi elementami konstrukcji, jak rękawki krojone z karczkiem, z ostrymi kątami (widać ten element na zdjęciu u góry). Te ostre zakręty wzmocniłam jedwabną organzą (którą mam obecnie tylko w kolorze liliowym, ale po zamknięciu szwów jest  i tak prawie niewidoczna; lewą stronę pokażę Wam w kolejnym poście) i drobnym ściegiem, o tak:

a potem jeszcze wszystkie szwy wzmacniałam taką taśmą:

Pomimo dużej ilości łagodnego krochmalu do koszul, efekt początkowo nie powalał i rzecz przypominała bardziej ścierę do podłogi.

Sytuacja dosyć magicznie się odwróciła, kiedy podszyłam rękawki bawełnianą lamówką i nagle, ku mojej dumie i uciesze, koszula przybrała formę koszuli.

Koszula obecnie posiada już okrągły kołnierzyk - wierzch krojony po skosie, dół wzdłuż brzegu i wzmocniony flizeliną i prezentuje się jak na zdjęciu tytułowym, czyli w następujący sposób:

Nie mogę się doczekać skończonej wersji! Właśnie wróciłam z pracy z głęboko zakorzenioną chęcią dalszej walki!
MAŁE SMUTECZKI


Niestety na tę chwilę pokonał mnie żółty, kwiatowy żakard i prace nad sukienką prezentowaną w poprzednim dzienniczku zostały wstrzymane do odwołania. Próbowałam ratować nieposłuszną górę, sprułam zaszewki, podkleiłam flizeliną, ale całość tak się powyciągała w trakcie, że w zasadzie nadawała się do wyrzucenia i skrojenia ponownie. 
Nie zmierzam całkowicie rezygnować z tego wykroju. Myślę, że dam mu odleżeć i zabiorę się do niego za jakiś czas ze świeżym podejściem.

PLANY NA LATO

Planuję w niedalekiej przyszłości wrócić do troszkę zapomnianej przeze mnie Burdy! Sukienki sukienkami, marzą mi się proste, luźne spodnie z lnu, takie do sandałków i dowolnej góry. Zawsze podobały mi się te z numeru 4/2000, model 112 (we wszystkich wariacjach).

Muszę też pomyśleć o szortach, ponieważ moje cztery litery nie mieszczą się w żadne ze spodenek z poprzednich lat... Nie oszukujmy się - nie zanosi się na to, żeby w najbliższym czasie coś miało się w tej sprawie drastycznie zmienić. Myślę, że zdecyduję się na model 111 z czerwcowego wydania Burdy z 2011 roku i może odzyskam jakąś starą tkaninę odziedziczoną po babci? :)

via burda.pl
Ahoj, przygodo!

DZIENNICZEK POSTĘPÓW - dwie letnie sukienki i dawno niewidziany płaszcz Anna



Uszycie czegokolwiek zajmuje mi sporo czasu. Dzieje się tak z różnych przyczyn. Czasem nie mam czasu, weny twórczej, nie chce mi się, bo wolę grać w grę, pracuję, muszę posprzątać, tudzież zrobić coś innego w domu, albo po prostu natrafiam na problem, który musi swoje odleżeć, żeby się rozwiązać. Potem udaje mi się skończyć projekt, albo wręcz przeciwnie i czuję się zobowiązana tłumaczyć z efektów wszystkim, których poinformowałam o jego istnieniu. W przypadku rzeczy, które rzeczywiście skończyłam powstają przydługie notki na blogu, które mają zbyt wiele dygresji z procesu szycia i których nikt nie chce czytać.
Postanowiłam, że rozwiązaniem będą wpisy z serii Dzienniczka postępów, w których z czystym sumieniem mogę się spowiadać z tego co nie poszło, dlaczego nie poszło, albo dlaczego tak długo nie idzie. Jeśli Was interesują tylko projekty, które udało mi się zakończyć względnym sukcesem, możecie chcieć pomijać te posty.

TRUDNE SPRAWY


Oto dawno niewidziany płaszcz Anna. Projekt na podstawie wykroju z Postępu Krawieckiego z 1957 roku. Oddałam mu dużo serca i czasu. Dlaczego chwilowo zarzucony? Powód jest prosty: zajął mi tyle czasu, że przyszła kalendarzowa wiosna i postanowiłam przerzucić się na letnie sukienki, żeby zdążyć wbić się w sezon. 
Płaszcz zdecydowanie chcę skończyć, choć jest kilka rzeczy, które już teraz wiem, że spartaczyłam. Po pierwsze kołnierz. Nie układa się tak jak powinien i nie mam pojęcia co jest przyczyną. To znaczy wiem, że jest to błąd konstrukcji, ale nie wiem dokładnie co zrobiłam źle. Kołnierz troszkę marszczy się na ramionach. Myślałam, że wyeliminowałam problem po skorygowaniu modelu próbnego, ale niestety nie do końca. Jeśli się uda, postaram się zabrać płaszcz na wieś, do starszego Pana Krawca, po którym odziedziczyłam Postępy Krawieckie i być może to rozwieje tę zagadkę. Na razie jest jak jest. Mogło być gorzej!
Drugą rzeczą, która już mnie troszkę irytuje, jest ilość materiału przy wypustkach kieszeni. Wydawało mi się, że dbałam o eliminacje zbędnych warstw, ale okazało się, że w rogach zrobiły się małe bulki. To jest problem z rzędu głupi nie zauważy, a mądry będzie myślał, że tak miało być, ale ja wiem jak jest i spędza mi to sen z powiek. 
Aha, i zapomniałabym - rękaw jest do poprawy. Chodzi mi o ten fragment u góry, gdzie powstały mini fałdki. 
Ta ciemna plama z prawej strony to wierzchnia warstwa kołnierza, w kolorze ciemnej zieleni (czego nie widać na zdjęciu). Wyłogi będą w kolorze wypustek kieszeni i tej rzeczy u wylotu rękawa, której nie potrafię nazwać (wiem, wstyd!).

LATO, CIEPLEJSZY WIEJE WIATR


Pierwsza bezimienna sukienka ma powstać na podstawie wykroju z lat 60tych. Mowa o Vouge 5497. Stosunkowo prosty krój, niespecjalnie dopasowany w talii, łódkowy dekolt. Sukienkę skroiłam z pięknego żakardu, który dostałam od Rvdzik. Motyw kwiatowy, troszkę wypłowiałe kolory, lato jak nic. Wszystko pięknie, tylko okazuje się, że ten żakard wcale nie chce mnie słuchać.
Problem pojawił się, kiedy zszyłam zaszewki...

Żakard jest na tyle lejący, że przy zaszewkach wyprawia co che i układa się co najmniej dziwnie. Rzeczone zaszewki zamierzam spruć, a górę przodu podkleić i uspokoić lekką flizeliną. Mam nadzieję, że to pomoże rozwiązać problem. Jeśli nie, sięgnę po tkaninę do zadań specjalnych i podszyję ten element jedwabną organzą. 
Nie chciałabym rezygnować z tej tkaniny. Spójrzcie jak pasuje to tego kroju! 
(Wszystko oprócz zaszewek na razie spięte szpilkami)

BURZLIWE LATA 40STE


Na koniec sukienka Simplicity 1595, która jak do tej pory nie przyniosła mi żadnych powodów do narzekań, ale też jeszcze nie zaczęłam jej szyć. 
W sumie to zaliczyłam epizod w krojeniem na podwójnie złożonym materiale, kiedy to odkryłam z paniką, że zużyłam ponad połowę tkaniny, a kluczowe (i największe) elementy sukienki wciąż leżą nieskrojone. To był jeden z tych problemów, które musiały odleżeć swoje i do których wróciłam uzbrojona w kilka magicznych zaklęć i jakoś się udało! 
Na razie poświęciłam sporo czasu na podklejenie krytycznych elementów cienką flizeliną i przeniesienie oznaczeń z wykroju na materiał. Ponieważ moje szycie następuje w nieregularnych interwałach czasowych, uznałam, że najskuteczniejszą metodą będzie tradycyjna fastryga. Znacie metodę pętelkowania? (tak serio, to nie wiem, czy  to się tak poprawnie po polsku nazywa...)

Przez linię na wykroju, którą chcę przenieść na materiał przeprowadzam luźno fastrygę pozostawiając pętelki:

Kiedy oddzielam wykrój od tkaniny, mam długie odcinki nitek, które delikatnie odcinam przy samym pergaminie.

Tym sposobem mam zaznaczone osobnym kolorem nitki linie zagięcia materiału i środek przodu. Fastryga jest łatwa do usunięcia, sto razy bardziej precyzyjna niż kreda krawiecka i bardziej trwała niż flamastry 24h.

Kilka słów o tkaninie: jest to (o ile pamiętam) wiskoza. Bardzo lekka, zwiewna i trochę trudna do ujarzmienia. Na tyle, że rozważałam zakup krochmalu w spray'u, ale chyba już zawarłyśmy rozejm. Kupiłam ją w ABAKHAN w Chester, kiedy odwiedzałam mamę parę lat temu. Urzekł mnie ten drobny wzór samolotów i bardzo chciałam z niej uszyć sukienkę na krakowski Piknik Lotniczy! Impreza odbędzie się 24/25 czerwca i chcę wierzyć, że zdążę :)

***
Tyle w pierwszym odcinku zwierzeń Wery z ujarzmiania nowych wykrojów i tkanin! Postaram się, aby kolejne wpisy z tej serii równie mocno mroziły krew w żyłach ;)
Tymczasem pozdrawiam i życzę spokojnego popołudnia!